Trzy filmy, w których Marlon Brando jest jeszcze młodzieńcem.

Tramwaj zwany pożądaniem.

Pierwsza wielka rola Marlona Brando, choć jego postać nie jest tu najważniejsza. Główną bohaterką jest Blanche DuBois. Grana przez Vivien Leigh, jest starzejącą się kobieta, która żyje we własnym świecie utkanym z marzeń i kłamstw. To rola uhonorowana Oscarem i nie ma się czemu dziwić. Przez pierwszą połowę filmu nie możemy na tę postać patrzeć, potem doceniamy grę aktorską. W końcu z Blanche wyjdzie mały diabełek, a z Vivien Leigh świetna aktorka.

Grany przez Brando Stanley Kowalski jest ucieleśnieniem zwierzęcej dzikości. Wiecznie wszczynający bójki, niemal zawsze spocony, co i rusz sięgający po piwo/likier/whisky – a do tego młody i przystojny, pełen energii. Ma w sobie mnóstwo seksapilu i magnetyzm, który powoduje, że nawet pobita właśnie żona wraca do niego i spędza z nim upojną noc.

Wraz z rozwojem fabuły nasz stosunek do tych dwóch bohaterów zaczyna ulegać zmianie. Bo w końcu, po którejś z kolejnych awantur urządzonych przez Stanleya dochodzimy do wniosku, że to nie „młodzieńcza energia” w nim siedzi, a zwykła agresja, którą wyładowuje na żonie i jej siostrze.

SPOILER

Ostatecznie jednak możemy stanąć po stronie starzejącej się, żyjącej w obrzydliwie cukierkowych fantazjach poetycznych Blanche, która kończy z załamaniem nerwowym. Któż w końcu chciałby kibicować za Stanleyem, którego możemy posądzać o gwałt?

SPOILER

Najlepsza kwestia filmu to oczywiście ryk Stanleya: „Hey Stella! Hey Stella!”

Dziki

Do miasta zjeżdżają dwa gangi motocyklistów i powodują wybuch zamieszek.  Rebelia młodych brzmi nieźle, prawda?

Niestety, tylko brzmi. Pochodzi z 1953 roku i to niestety wiele o nim mówi. Zamieszki bardziej przypominają festyn, tempo akcji nie wbija w fotel.  Dlaczego zatem należy go obejrzeć? Dla kultowej roli Marlona Brando jako przywódcy motocyklowego gangu.

Oczywiście musi się również zawiązać wątek miłosny. Ona jest cichą i skromną dziewczyną z małego miasteczka, która czeka na swojego księcia. On – Johnny – to tajemniczy lider gangu. Małomówny i zamknięty w sobie, choć zapewne noszący w głębi serca potrzebę bliskości. Postać taka musi rozkochać w sobie Kathie, która w kluczowym momencie wstawi się za nim i uratuje mu skórę. Czy Johnny ostatecznie zabierze ją ze sobą? Na szczęście nie – inaczej film stałby się wręcz nieznośny.

Film stał się sławny dzięki odegranej przez Brando postaci Johnny’ego. Obraz niegrzecznego chłopaka, ubranego w skórzaną, czarną kurtkę i ciemne okulary, który pędzi przed siebie na motorze z miłością życia przytuloną do pleców jest, nie oszukujmy się, godny powtórzenia w naszym życiu. I nie oszukujmy się, ten film potrafi rozbudzić miłość do motorów.

Kwestia filmu: Mildred: Hey Johnny, what are you rebelling against?

                          Johnny: What do you got?

Mildred: Hej Johnny, przeciwko czemu się buntujesz?

Johnny: Czemukolwiek.

(Tłumaczenie nie oddaje oryginału, wiem. Johnny gotowy jest buntować się przeciwko czemukolwiek, co zaproponuje mu Mildred. Można to również przetłumaczyć jako: „A jak myślisz?”, co będzie uniknięciem odpowiedzi. Cała grupa rzeczywiście nie wie, przeciwko czemu się buntuje.)

Na nabrzeżach

Pierwsza rola Marlona Brando za jaką otrzymał Oscara. Film jest dramatem z wątkami kryminału i opowiada historię opanowanych przez mafię związków zawodowych w nowojorskich dokach.

Terry Malloy, którego gra Brando, zostaje wplątany w zabójstwo swojego kolegi Joeya Doyle’a. „Wplątany” to słabo powiedziane, bo chcąc nie chcąc przykłada do tego rękę. Niewiele sobie jedank z tego robi. Nie dlatego, że jest mordercą o zimnym sercu. To postać, która przez większą część filmu jest po prostu nijaka. Nie potrafi podjąć decyzji w kluczowych dla siebie sprawach. Jest kierowana przez swego brata, prawą rękę dokowego bandyty, i biernie mu się poddaje. Przez wielu uznawanych za zero, za śmiecia, żyje dawną, bokserską chwałą.

Dopiero gdy przyzna się swej ukochanej, że brał udział w zamordowaniu Joeya, zdarzenia nabierają rozpędu. Tym razem nie będzie żadnych spoilerów. Warto jednak nadmienić, że Terry za swe niezdecydowanie zapłaci sporą cenę.

Najlepsza kwestia filmu? To scena gdy bracia Malloy spotykają się w samochodzie. Mini-monolog Terry’ego, w którym uświadamia sobie, że jest nikim, jest naprawdę mistrzowski.

Najlepsza kwestia? „You don’t understand. I coulda had class. I coulda been a contender. I coulda been somebody, instead of a bum, which is what I am, let’s face it.”

„Nic nie rozumiesz. Mogłem mieć klasę. Mogłem się przebić. Mogłem być kimś, a nie zerem, bo, spójrzmy prawdzie w oczy, nim właśnie jestem.”