Zabić drozda przenosi nas nie tylko na amerykańską prowincję lat 30. To również spotkanie ze światem dzieci, które powoli wkraczają w świat dorosłych.

Narracja prowadzona jest przez kilkuletnią Jean Louise Finch, zwaną Smykiem. Swe przygody przeżywa w towarzystwie dwóch kompanów: brata Jema i przyjeciala Dilla. Fakt, że Smyk jest dziewczyną nikogo nie powinien zniechęcać. Wdaje się ona w bójki zapewne częściej niż zdarzało się to niektórym z nas.

Dzieciństwo zostało przedstawione w Zabić drozda w sposób fantastyczny. Każdy, kto spędził swe dzieciństwo bez komórek i internetu, znajdzie tu coś dla siebie. Jednak najwięcej emocji wzbudza tajemniczy i groźny dom Radleyów, do którego nasi bohaterowie będą starać się zakraść przez całą książkę. Przekroczenie furtki tej posiadłości mrozi krew w żyłach, a dotknięcie domu przez Jema będzie wyczynem iście bohaterskim. Jest również bardzo ważny ze względów fabularnych – do końca powieści zastanawiać będziemy się kim jest tajemniczy Artur Radley.

Dziecięca sielanka nie będzie trwała wiecznie. Zewnętrzny świat w końcu o sobie przypomni i to właśnie wtedy zaczynamy poznawać realia amerykańsieją prowincji z południowych stanów. Rzecz dzieje się w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia. Zabić drozda jest świetną panoramą tamtych lat. Echo Wielkiego Kryzysu odnajdziemy w powrocie do gospodarki wymiennej, obraz życia grup społecznych świetnie przedstawia zarówno spotkanie znajomych cioci Aleksandry, jak i wyjście Smyka i Jema do kościoła czarnoskórej społeczności Maycomb.

Napięcia rasowe stanowią, obok dzieciństwa i dorastania, jeden z najważniejszych motywów powieści. Atticus Finch, ojciec Smyka i Jema, zostaje wyznaczony do obrony Toma Robinsona, czarnoskórego pracownika fizycznego oskarżonego o gwałt na białej kobicie. Spowoduje to zmiany w życiu całej jego rodziny. Duża część społeczności Maycomb zacznie gardzić Finchami za ich zaangażowanie na rzecz Toma. Opis rozprawy, która wypełniona jest oracjami Atticusa, trzyma w napięciu. Momenty poświęcone sprawie Robinsona sprawiają, że Zabić drozda przeradza się momentami w dramat. Wiele osób, w tym główni bohaterowie, tracą wiarę nie tylko w sądy, ale w ogóle w człowieczeństwo. I nawet zakończenie książki – które jest na swój sposób szczęśliwe – nie rozwiewa przygnębiającego wrażenia całości. Cała książka oparta jest na kontraście dwóch światów: bezpiecznej idylli dzieciństwa i rozczarowującego świata dorosłych.

Poświęćmy Atticusowi troszkę więcej uwagi. Jest adwokatem, to już wiemy. Ale jest również samotnym ojcem rodziny. I jest on jej ostoją. Cierpliwy dla swych dzieci, nigdy nie używający przemocy – posługuje się jedynie perswazją i rozumem. To rodzic, który swe dzieci słucha i stara im się wszystko tłumaczyć. Sam zresztą o swoim ojcostwie mówi tak:

         „Myślę czasami, że jako ojciec zawodzę na całej linii, ale oni mają przecież tylko mnie jednego. Zanim Jem spojrzy na kogoś, patrzy na mnie, więc staram się tak żyć, żeby zawsze móc mu odpowiedzieć spojrzeniem prosto w oczy…” [s. 351]

Moglibyśmy próbować zarzucić mu, że nie spędza z dziećmi zbyt wiele czasu, ponieważ tak bardzo poświęca się pracy. Byłoby to jednak czepianie się na siłę. Jest ojcem, który zawsze służy pomocą swoim dzieciom i gdy tylko trzeba, jest ich największym wsparciem.

Ale to nie wszystko, co możemy powiedzieć o Atticusie Finchu. Ma nienaganne maniery, umie trzymać emocje na wodzy, jest skromny, ale i pewny siebie – wszystko to pozwala nam powiedzieć, że jest on idealnym przykładem dżentelmena.

Ekranizacja z 1962 roku jest niczego sobie, ale zatarciu uległ w niej aspekt narracji prowadzonej przez Smyka. W powieści czuć, kto jest narratorem – widać to w choćby w warstwie językowej. Film nie może się zdecydować: czy opowiada historię Atticusa, czy Smyka i Jema. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu trzech Oscarów – w tym jednego dla Gregory’ego Pecka za rolę Atticusa.

Zabić drozda to książka, którą zdecydowanie warto posiadać na swoim regale. Każdy ojciec powinien wiedzieć kim jest Atticus Finch. Książka ta pozwoli również przypomnieć sobie, jak myślało się, będąc jeszczem dzieckiem – co może wspomóc naszą cierpliwość w stosunku do własnych potomków.