Na pewno trafiliśmy kiedyś na jego fotografie. Zarówno na te, na których ma godne pozazdroszczenia wąsy, jak i te z siwą, gęstą brodą. Z pierwszych bije energia i pewność siebie młodości, z drugich stateczność i spokój starca. Szukając książek dla mężczyzn prędzej czy później trafimy na Ernesta Hemingwaya.

ernest-hemingway-401493_640

Dzisiaj parę słów o Komu bije dzwon. Książka opowiada historię Roberta Jordana, Amerykanina biorącego udział w wojnie domowej w Hiszpanii [1936-1939]. Poznajemy go, gdy właśnie dołącza do grupy republikańskich partyzantów, z którymi ma wysadzić most podczas planowanej ofensywy. Zanim wyruszy z nimi do akcji, sporo czasu spędzi na niekończących się kłótniach i bolesnych wspomnieniach. I będzie pił, aby zabić czas. Pił dużo wina, absyntu i whisky.

Wino

Mocne i cierpkie, tylko i wyłącznie z hiszpańskiej winnicy. Obowiązkowo czerwone. Tak jak krew, którą przelewały obie walczące strony. Hiszpańska wojna domowa pomiędzy rządem Republiki a konserwatywną, prawicową rebelią była zapowiedzią barbarzyństwa, które objęło całą Europę podczas II wojny światowej.

Hiszpania była poligonem doświadczalnym dla wojsk nazistowskich Niemiec i Związku Radzieckiego. Na porządku dziennym były przelatujące nad głowami bombowce i myśliwce, które zrównały z ziemią Guernicę, a której los powtórzy kilka lat później Warszawa i Drezno. Ludność cywilną mordowano z powodu wyznawanej religii bądź statusu społecznego. Całe miasta zostały zmuszone do uchodźczego exodusu, drogi przepełnione były uciekającymi, którzy wieźli ze sobą dobytek życia.

Najdramatyczniejszą sceną całej książki jest opis mordu na hiszpańskich faszystach, którego dopuszcza się w początkach wojny Pablo – dowódca partyzantów. Okrucieństwo i barbarzyństwo, z jakim mieszkańcy pewnego miasteczka mordują swoich sąsiadów, zapada głęboko w pamięć. Jest to również ten fragment powieści, kiedy motto całej powieści pobrzmiewa w głowie najmocniej [podaję je tutaj w skróconej wersji]:

„Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.”

Absynt

Mocny i intensywny w smaku alkohol. Jest likierem ziołowym, z których najważniejsze i najsławniejsze są anyż i piołun. Ta wybuchowa mieszanka ma swój specyficzny charakter, który nie każdemu przypadnie do gustu. Tak jak nie wszystkim spodobał się Robert Jordan. Jego pojawienie się zakłóciło spokój grupy i zapoczątkowało swoistą grę między partyzantami.

Grę charakterów, mocnych i intensywnych jak absynt, której stawką było zaufanie towarzyszy broni. Była to walka o dowództwo, trudna i pełna nerwów, jak bowiem przekonać innych do wykonania zadania, gdy samemu bardziej niż w jego sukces, wierzy się we własną śmierć? Ten sprawdzian swoich motywacji i idei, o które się walczy, był również wyzwaniem rzuconym własnym wątpliwościom.

Dyskusje, kłótnie i awantury będą obracać się wokół trzech wyrazów: cojones, cobarde i corrida.

Cobarde¸ czyli tchórz. Być osądzonym o tchórzostwo to hańba i jedna z największych obelg. To strata całego poważania, a nieraz wyrok śmierci. Robert Jordan cobarde nazywa swego ojca, który nie radził sobie z życiem i popełnił samobójstwo. Nie chce okazać się taki jak on, dlatego twardo brnie przed siebie.

Cojones, czyli jądra. Aby brnąć przed siebie i wykonać powierzone zadanie, a przy okazji nie zawieść siebie i towarzyszy, należy mieć „wielkie jaja” – jak mówili prości Hiszpanie. Tam, gdzie na szali stawia się własne życie trzeba mieć dużo odwagi, aby spojrzeć śmierci w oczy. Odwaga,  honor i postępowanie zgodnie z własnym kodeksem wartości – tylko dzięki tym cechom Jordana przemógł swoje wątpliwości. Nawet ze świadomością beznadziejności swego położenia, większość bohaterów wie, że musi doprowadzić sprawę do końca, pozostać wiernym swoim postanowieniom.

Corrida. Torreadorzy, podobnie jak partyzanci, cały czas lawirują pomiędzy życiem a śmiercią. Jeden nieuważny ruch i giną przebici rogiem byka, tak jak żołnierze mogą zostać trafieni jakąś zbłąkaną kulą podczas walki. Śmierć nie pozwala o sobie zapomnieć – niektórzy wręcz nią śmierdzą, jak mówiła jedna z bohaterek powieści i roztaczają wokół siebie jej aurę. Stawiać jej czoło to tak, jak spoglądać bykowi prosto w oczy i szykować się na jego szarżę. Ale z drugiej strony corrida to również intensywność życia, zachwyt nad tańczącym wokół byka torreadorem, święto całego miasta i okolicy. Robert Jordan przeżywa nie tylko chwile zwątpienia i grozy – zakochuje się, spędza kilka upojnych nocy i podziwia piękne, hiszpańskie krajobrazy.

Whisky

Pierwszy łyk atakuje nasze kubki smakowe z całą siłą. Musimy przyzwyczaić nasz język do alkoholu, intensywności trunku i dopiero potem, przy drugim, trzecim razie, będziemy mogli delektować się długim finiszem whisky.

Niech pierwszym, bardzo intensywnym literackim łykiem, będą reportaże o konflikcie w Hiszpanii, które Hemingway pisał jako korespondent wojenny. Są krótkie, ale bardzo treściwe i mają w sobie to coś, ten reporterski pazur, który powoduje, że chcemy przeczytać kolejne.

Komu bije dzwon to z kolei łyk drugi, którym cieszymy się już zupełności. Jest długi i choć nieskomplikowany – prostota jest zaletą tej prozy – to cieszy literackie podniebienie. Owszem, trafimy na momenty nudnawe: mało oryginalny wątek miłosny czy fragmenty publicystyczne poświęcone polityce. Ale całość tworzy mieszankę na długo pozostającą w pamięci.

Komu bije dzwon
Sygnowano: Ernest Hemingway [zbiór reportaży i felietonów]

Ernest Hemingway