Moja walka wciąga. Poświęcimy jej jeden wieczór, potem drugi, trzeci. I tak przez tydzień, może dwa – w końcu nie pokonamy 600 stron za jednym posiedzeniem. Ale nie będziemy tego żałować.

Skandynawski Marcel Proust

Karl Ove Knausgård napisał autobiograficzną powieść, która narobiła na świecie sporo zamieszania przez swoją bezpośredniość. Podkreślano brak hamulców pisarza w opisywaniu siebie i swoich najbliższych. Szybko przylgnęła do niego łatka skandynawskiego Marcela Prousta, który mówi o swoim życiu nie szczędząc żadnych szczegółów. Jakiej słuchał muzyki i jaką miał kolekcję płyt? Kiedy po raz pierwszy ujrzał kobiecą pierś? Dlaczego panicznie bał się swojego penisa? Dowiemy się wszystkiego. Nawet tego, o co nigdy byśmy nie spytali.

Warto przygotować sobie sporo kawy, której nie żałują sobie również bohaterowie tej książki. Będzie nam potrzebna, żeby zarwać kilka nocy. Zaczynamy!

Część I – miłość i młodość.

Knausgård przez niemal 250 stron snuje wspomnienia o swoim dorastaniu: pierwszych randkach i nieśmiałych pocałunkach, wyjściach do kina i wspólnym z dziewczyną zażenowaniu na widok scen erotycznych. O tym, jak mimo miłości do muzyki, nie udało mu się założyć zespołu. O pierwszym sylwestrze spędzonym ze znajomymi – załatwianiu piwa przez starszych kolegów, chowaniu go przed rodzicami i ostrym piciu.

Pisarz nie sili się na oryginalność. Ma być szczerze i bezpośrednio? Tak właśnie jest. Historie, które opowiada znamy pewnie z własnego doświadczenia a jeśli nie, to na pewno z opowieści naszych znajomych. Knausgård odwołuje się do tak powszechnych rzeczy, że trudno nie znaleźć z nim wspólnego języka. Sam momentami odnosiłem wrażenie, że życie kilkunastoletniego chłopaka nie zmieniło się wiele od przełomu lat 70. i 80.

Podczas czytania często będziemy wspominać naszą własną młodość, co jest na swój sposób miłe. Knausgårdowi nie chodzi jednak o to, żeby było nam miło i przenosi nas w środek rodzinnego piekła.

Część II – śmierć ojca.

kanusgardWspomnienia z młodości przypominają trochę obwolutę książki – jest chłodno, widać, że to Skandynawia, ale gdzieniegdzie przebijają się ciepłe kolory, może promienie słońca. Pod nią kryje się minimalistyczna, bardzo surowa okładka właściwa. Biel, czerń, szarość i niebieski zapowiada nam najciekawszą część Mojej walki. Zimną, surową i niezwykle intensywną.

Przyglądamy się, jak ojciec Knausgård zaczyna pić, rozwodzi się ze swoją pierwszą, a potem drugą żoną i stopniowo stacza się coraz niżej, by w końcu zapić się na śmierć.

Ta książka stawia nam mało przyjemne pytania. Jak przeżyć śmierć ojca, jeśli przez całe dorosłe życie życzyło się zmarłemu jak najgorzej? Płakać i zacząć przygotowywać pogrzeb? A co gdy ma się świadomość, że on zmierzał ku końcowi od dłuższego czasu, może nawet na własne życzenie? I do tego wszystkiego zamienił w koszmar nie tylko swoje życie?

Knausgård relacjonuje z niezwykłą skrupulatnością wszystkie emocje, jakich doświadczył w obliczu zgonu swego ojca: ulga, strach, smutek, nienawiść. Negatywne emocje dominują, ale w odróżnieniu od swego brata, Karl Ove cały czas płacze. Momentami nawet wydaje się rozczulać – jakby wbrew zapowiedziom z okładki o „braku empatii, brutalności i surowości”. Jednak świadomość do jakiego stanu doprowadził się jego ojciec, który nie panując już nad swoim ciałem pokrywał podłogi, schody, fotele warstwą wymiocin, kału i moczu, sprowadza go na ziemię.

Co postanawiają zrobić synowie? W przeciągu tygodnia wszystko posprzątać i przygotować tak, aby mogła odbyć się tu stypa. Robią to jakby na przekór zmarłemu, to dla nich ważne, aby nie być jak on. Zaczynają zatem szorować, myć, płukać, ścierać, zeskrobywać, polerować, wyżymać – czyszczą cały dom od góry do dołu. A my im w tym towarzyszymy. Przez niemal całą drugą część powieści.

Po prostu literatura

Można zatem zapytać: w czym tkwi siła Mojej walki? Dojrzewanie i pierwsze miłości – to nic specjalnego i choć fragmenty im poświęcone czyta się z rozrzewnieniem, to takich książek znajdziemy bez liku. Alkoholizm? To w Polsce również żadna nowość.

Ale dzięki temu, że Karl Ove Knausgård pisze o rzeczach tak powszechnych i wszechobecnych, cały czas zmusza nas do myślenia o sobie.  O naszych relacjach z ojcami, naszym zachowaniu w obliczu śmierci, stosunku do najbliższych. Będziemy zastanawiać się jaką rodzinę mamy, bądź jaką założymy w przyszłości. Ta książka ciągle każe nam stawiać sobie pytania o własne życie.

Przede wszystkim jednak jest to bardzo dobrze napisana powieść. I co trzeba dodać –świetnie przetłumaczona przez Iwonę Zimnicką. Tę książkę fenomenalnie  się czyta. Jasne, wiele osób może poczuć się nieswojo, gdy Knausgård życzy ojcu śmierci i gdy stawia swój spokój nad potrzeby ciężarnej żony. Ale mimo to nadal z chęcią brniemy do przodu, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, strona po stronie.

Karl Ove Knausgård jest niezrównanym opowiadaczem historii. Nawet jeśli jego postać nas odrzuca, to chcemy go słuchać. To książka nie tylko o mężczyznach, ale dotyka tak wielu spraw nam bliskich, że aż chce się sięgnąć po kolejny tom. Choćby po to, żeby w wielu sprawach się z pisarzem nie zgadzać.

Na sam koniec warto dodać, że 21 maja premierę będzie miał drugi tom Mojej walki.

Moja walka. Tom 1.

Karl Ove Knausgård