Tom drugi Mojej walki Karla Ovega Knausgård jest niemal tak dobry, jak jego poprzednik, a jeśliby usunąć z niego kilka fragmentów poświęconych rozważaniom pisarza o literaturze i innych artystach, byłby zapewne lepszy od tomu pierwszego.

Zakochany mężczyzna

 A Man in Love – taki tytuł nosi książka w Wielkiej Brytanii i ma ku temu powody. Skupia się przede wszystkim na związku Karla Ovego z jego partnerką Lindą: ich pierwszym spotkaniu na literackim seminarium zakończonym spektakularnym, pijackim wyczynem pisarza, zawieszeniu kontaktu na kilka lat, ponownym, przypadkowym spotkaniu w Sztokholmie. Zaraz potem o rodzącej się namiętności, upojnych wieczorach pełnych wina i seksu, poznawaniu swoich problemów podczas długich, całonocnych rozmów, pierwszych kryzysach i ostrych kłótniach – to nic oryginalnego, ponownie mamy do czynienia z tak powszechnymi sprawami, że każdy znajdzie tu coś bliskiego.

Na szczęście na tym się nie kończy: jednym z ważniejszych momentów ich związku jest wyznanie, w którym Karl Ove stwierdza, że chce mieć z Lindą dziecko. I z czasem pojawia się pierwsze, potem drugie i trzecie, amy mierzymy się z Knausgårdem ojcem.

 Zanim jednak do tego przejdziemy, muszę poświęcić kilka linijek chyba najlepszemu, a na pewno najciekawszemu fragmentowi tej powieści: porodowi pierwszej córki. Zdziwieni? Ja również byłem zdziwiony, że przez przynajmniej kilkanaście stron nie mogłem się oderwać od tekstu. Knausgård relacjonuje wszystko z niezwykłą pieczołowitością: odejście wód płodowych, przyjazd do szpitala, pierwsze skurcze i przypiętą do żony medyczną aparaturę, w końcu wielogodzinny poród, który ostatecznie przyjmuje sam Karl Ove. To świetny fragment i już choćby tylko dla niego warto po tę książkę sięgnąć.

Ojciec

Knausgård potrafił być okropnym ojcem i mężem. Skupiony tylko na sobie, wszelkie obowiązki traktuje jako atak wymierzony na siebie, a na kaprysy dzieci reagujący własnymi fochami i wybuchami gniewu. Wystarczyła choćby jedna rzecz, która ograniczała jego możliwość pisania a potrafił awanturować się o byle co. Nie ma co ukrywać- momentami jest wręcz odpychający. Nie stara się zyskać naszej sympatii, jest  autentyczny, zresztą widać, że pisze z perspektywy czasu i sam niekoniecznie jest z siebie zadowolony. Na szczęście dla niego i jego rodziny, w pewnym momencie przychodzi uspokojenie i oczyszczenie atmosfery, bo nawet jego córki zaczynały traktować wszechobecną wrogość i agresję jako coś normalnego.

Jakkolwiek moglibyśmy Karlovi Ove zarzucić parę rzeczy, tak jedno musimy mu oddać: jest niezwykle bystrym obserwatorem swoich dzieci. Zna ich wszystkie gesty, spojrzenia i mruknięcia. Wie jak zareagują w konkretnych sytuacjach, nawet jeśli od czasu do czasu lubią go zaskoczyć. Takiej znajomości własnych potomków wypada życzyć każdemu z nas.

Jedna jeszcze rzecz Knausgårdowi doskwiera – a przynajmniej robi to na początku książki – jego męskość. A dokładniej męskość połączona z wózkiem dla dzieci. Bo oto facet w sile wieku, wschodząca gwiazda norweskiej literatury, który podoba się jeszcze kobietom i który sam lubi jeszcze patrzeć na nie z pożądaniem – oto ten właśnie facet pcha przed sobą wózek z dzieckiem i skręca w jakieś ustronne miejsce, aby je przebrać. Albo idzie wraz ze swoją córką na godzinę rytmiki i zamiast skupiać się na pociesznym pląsaniu w rytm muzyki, myśli o tym, czy podoba się młodej Szwedce prowadzącej spotkanie, która może nawet podrywa go wzrokiem? I czuje się z tym źle, czuje się z tym mało męski.

Jednak ten temat nie dominuje,– są to dwa, może trzy fragmenty w książce. Karl Ove pomaga, wychowuje, przewija i zajmuje się swoimi dziećmi wspólnie z żoną. Nawet jeśli czasem mu to przeszkadza i doskwiera jego męskiej dumie.

Knausgard_Moja walka_t2_m_

Literatura i alkohol

W drugim tomie znajdziemy mnóstwo fragmentów poświęconych literaturze: przeczytanym przez Knausgårda książkom, autorom, których ceni. Niestety, w większości wypadków są to fragmenty, które potrafią znudzić. Paradoksalnie bowiem, dużo ciekawiej słucha się opowieści pisarza o tym co, gdzie i za ile kupił, niż jego wynurzeń na temat konkretnych powieści – wyjątek stanowi może passus o Dostojewskim.

Nie wiem dlaczego tak jest: może oczekujemy od Karla Ovego opowieści o jego życiu, a nie jego rozmyślań o literaturze? Może wyczuwamy po cichu, że nie ma on za wiele na ich temat do powiedzenia? A może są one po prostu nudne? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale coś tu po prostu nie gra.

Inaczej sprawa ma się z licznymi seminariami literackimi, na które pisarz jeździ i które skrupulatnie relacjonuje. Choć ograniczają się one do jednego schematu: pojechałem, popisałem/wygłosiłem coś nie coś, popiłem, obudziłem się na kacu, to fragmenty te ratują postacie innych literatów, zawsze z własną historią i opowieścią. Jest po prostu ciekawie, bo są to najczęściej postacie nietuzinkowe. Swoją drogą, to jeśli czegoś męska duma Knausgårda powinna się wstydzić, to raczej jego niemal nastoletnich, pijackich wybryków i nieumiejętności picia, niż spaceru z dziecięcym wózkiem.

.Na koniec – trochę polityki

 Na koniec mała ciekawostka dla tych, którzy zainteresowani są krajami skandynawskimi. Otóż Knausgård jako Norweg patrzy na Szwedów z niemałą irytacją i zdziwieniem, szczególnie ze względu na panującą w Szwecji polityczną poprawność. Nie potrafi znieść dyskusji na temat tego, czy przedszkole jego córki powinno zostać wegetariańskie, czy nie. Wytyka zresztą sąsiadom, że wbrew deklarowanego wszędzie równouprawnienia i równości szans, Szwecja jest krajem, w którym ogromną rolę odgrywa miejsce zamieszkania – za godnych uwagi uważani są mieszkańcy jedynie kilku dzielnic Sztokholmu – a imigranci są spychani na obrzeża miast i oddelegowywani są do najgorszych prac. Mimo wszystko Moja walka nie jest powieścią polityczną i nawet jeśli Szwedom się obrywa, to Karl Ove nie kreuje się na jakiegoś super niepoprawnego pisarza. Po prostu wbija on kilka szpilek w zadowolonych z siebie Szwedów.

Zdecydowanie warto. Jeśli komuś przypadł do gustu pierwszy tom – na pewno musi spróbować. Jeśli Kanusgarda wcześniej nie czytał, to spokojnie może zacząć od tomu drugiego. To dwie naprawdę dobre książki.