Wyobraźmy sobie następującą scenę: w ciemnym mieszkaniu kręci się kilka tajemniczych postaci. Kluczą wokół wszelakiej maści mis, kotłów i alembików, przelewają gotujące się, niebezpieczne ciecze – kwasy, roztwory rtęci i jeszcze kilka innych związków. Twarze mają zakryte  maskami, które chronią przed trującymi wyziewami. Gotowe wyroby składują w kącie pokoju – raz na jakiś czas ktoś wchodzi  do mieszkania i chowa pakunki pod koszulą i marynarką. Praca wykonywana jest z wielką ostrożnością – jeden błąd, a w powietrze wyleci nie tylko mieszkanie, ale cała kamienica.

W tym amatorskim laboratorium chemicy przygotowują bomby, które już niedługo zostaną użyte w zamachach na zatłoczonych ulicach. Nie, to nie jest streszczenie jakiegoś amerykańskiego filmu akcji czy thrillera. Obrazki wyjęte są z początku XX wieku – to Polacy, którzy przygotowują zamachy przeciwko rosyjskim namiestnikom.

Przywołajmy kolejny obraz: kobieta ubrana w obfitą suknie przemierza Warszawę. Za nią, zachowując bezpieczny dystans, idzie dwóch mężczyzn. W pewnym momencie dama słabnie i niemal upada na ziemię. Mężczyźni szybko podnoszą ją, zaciągają w ciemny kąt i cucą. Po chwili wychodzi ona z zaułka i rusza przed siebie, ostrożnie rozglądając się, czy nie zwróciła na siebie zbyt dużej uwagi.

Kobieta ta zasłabła przez opary nitrogliceryny wydobywające się z podczepionych do sukni bomb. Możliwe, że gdyby pechowo upadła na ziemię, materiały wybuchowe eksplodowałyby. Jej towarzyszki potrafiły transportować na sobie nawet 20 kilogramów materiałów wybuchowych, broni czy nielegalnych publikacji w pociągach, dorożkach czy pieszo.

Historia mniej znana

Polscy terroryści Wojciecha Lady to pozycja fenomenalna. Przybliża nam okres w historii Polski, który większości z nas jest obcy – bo czy potrafimy powiedzieć co działo się w pierwszych latach XX wieku, do 1914 roku?  Jasne, część z nas powie, że to może Młoda Polska, że to jakaś rewolucja 1905 roku i ostatki pozytywizmu. Że w cała Europa wrze i zbliża się I wojna światowa.

Lada pokazuje nam co to znaczy, że Europa wrzała. Polscy terroryści opowiadają o tym, jak Warszawę i zabór rosyjski ogarnęła fala zamachowców i partyzantów. Jak Polacy walcząc z zaborcą wybierali walkę niemal terrorystyczną, opierającą się na skrytobójczych atakach na rosyjskich oficjeli. W szczytowym okresie dochodziło do trzech zamachów dziennie – trzy razy w ciągu dnia można było usłyszeć wybuch bomby bądź strzelaninę. Napadano na pociągi, okradano rosyjskie sklepy monopolowe, wszystko po to, aby było za co sprowadzać broń i materiały wybuchowe. Odbijano więźniów z Pawiaka i uciekano przed rosyjskimi pościgami, przerzucając ludzi pomiędzy granicami zaborów.

Wojciech Lada pokazuje, jak działalność zamachowców stopniowo stawała się dobrze zorganizowana i zhierarchizowana. Powstały grupy szkolące, które uczyły zamachowców przygotowania i rzucania bomb oraz strzelania do celów. Ostatecznie, gdy ruch się rozrósł i dojrzał, zaczęto nawet nielegalnie publikować podręczniki dla bojowców!

Po zamachu – do pracy

Polscy terroryści ukazują codzienne życie bojowców z niezwykłą dokładnością – jest to największa zaleta tej książki. Lada odwalił kawał świetnej roboty, przekopał się przez setki książek i artykułów. I pracę tę widać.

Życie prywatne niemal całkowicie podporządkowane było sprawie walki. Potrafiono łączyć ludzi w fikcyjne związki tylko po to, aby móc bez podejrzeń wynająć mieszkanie na skład broni. Zresztą walczyły nawet prawdziwe małżeństwa – zarówno stateczne matrony u boków swych dojrzałych mężów, jak i młode, świeżo upieczone żony i ich życiowi towarzysze.

Wielu z bojowców, będąc pod ciągłą obserwacją rosyjskiej ochrany, nie mogło spać w mieszkaniach swoich, ani przyjaciół. Dlatego zdarzało im się spacerować po mieście kilka nocy pod rząd, a rano od razu brać się do konspiracyjnej roboty, pokonując zmęczenie i senność. Niektórzy zamachowcy po wykonanej akcji spędzali całe tygodnie ukrywając się na prowincji – śpiąc po polach i lasach, przymierając głodem i cierpiąc od zimna. Ci, którzy byli robotnikami, musieli  jednak wrócić do domu. Po wysadzeniu pociągu potrafili przemierzać nocą nawet kilkadziesiąt kilometrów, aby rano zdążyć do fabryki.

Na kartach książki pojawiają się naprawdę znane postacie: Józef Piłsudski, Walery Sławek, Ignacy Mościcki a nawet literaccy bohaterowie Stefana Żeromskiego. Sporo miejsca poświęcone jest również postaciom mniej znanym, choć czasem może dużo bardziej odważnym i skutecznym, niż ich sławniejsi koledzy.
Polscyterrorysci_okladka_500pix

Na regał marsz!

Szkoda natomiast dwóch tematów, po których Lada jedynie się ślizga. W kilku zdaniach,  rozprawia się z wątkiem wojny polsko-polskiej, która toczyła się między narodowcami i socjalistami. Szkoda, że nie poświęcił jej przynajmniej kilkunastu stron, na pewno dopełniłyby one obraz chaosu panującego w pierwszych dekadach XX wieku.

Drugą jest kwestia terminu – czy rzeczywiście mowa o terrorystach. Wielu zapewne nie zgodzi się na używanie takiego określenia. Szkoda, że i tutaj autor nie napisał kilku stron więcej.

Gdybym miał stawiać rekomendacje, to ta książka na pewno by ją otrzymała. Już dawno żaden tytuł nie rozbudził mojej wyobraźni w takim stopniu, jak zrobili to Polscy terroryści.

Wojciech Lada
Polscy terroryści