Warto, ale…

…jeśli ktoś szuka książki, która byłaby zwykłym poradnikiem, uczącym w kilku prostych punktach, jak dobrać krawat do marynarki, jak witać się z przyjaciółmi i przybliżającym proste zasady savoir-vivre’u – to w Sztuce życia dla mężczyzn tego nie znajdzie.

To znaczy znajdzie, ale w ilości wysoce niesatysfakcjonującej. Ta książka z formą poradnika sobie pogrywa: niby nie chce za takowy uchodzić, ale raz po raz w niego wpada, by po kilku akapitach wrócić na tor luźnego eseju  i ponownie rozpocząć całą zabawę od  początku.

Bo Sztuka życia dla mężczyzn jest właśnie esejem, dotykającym spraw około męskich.  Zgryźliwym i ironicznym, bo autorzy wbijają szpilki nie tylko zapuszczonym, śmierdzącym piwskiem flejom, ale i zbytnio wyeleganconym fircykom czy metroseksualnym adonisom. Inspirującym i jednocześnie sprowadzającym na ziemię, bo ilość luksusów i zbytków, które przewijają się przez poszczególne rozdziały, jest wprost proporcjonalna do prostoty dość oczywistego zdania, że rzadko który z nas ich zazna. Stanowczym i konkretnym, bo mają swój jasno określony pogląd na istotę męskości i raczej nie patyczkują się z wizjami innych.

Jaka jest zatem istota męskości wg Twardocha i Bociągi? Autorzy zapewne powiedzieliby z właściwą sobie nonszalancją: proszę zajrzeć do środka, przeczytać i się dowiedzieć. I w gruncie rzeczy najlepiej tak zrobić, bo czytanie tejksiążki – jak lektura każdego dobrego eseju – sprawia radość.

Zdradzę jedynie, że autorzy lawirują gdzieś pomiędzy wizją dobrze ubranego dżentelmena, który gna w swoim kabriolecie Lazurowym Wybrzeżem z kochanką u boku, szorstkiego i tajemniczego twardziela, który da w gębę, gdy potrzeba , a kochającym, dbającym o żonę mężem.

Chcesz być mężczyzną? Zachowuj się jak mężczyzna.

Na kartach tej książki snuje się myśl, że jeśli chcemy być i czuć się mężczyznami, to musimy zachowywać się jak mężczyźni. Dojrzali mężczyźni z nutą klasyczności. Co prawda autorzy mówią stanowczo, że albo się nim jest, albo nie, albo ma się „to coś”, albo się „tego czegoś” nie ma, ale ich „stanowczość” możemy wsadzić między bajki. Przywołują jednocześnie wystarczająco dużo wzorców i serwują tyle porad [a raczej nakazów], że możemy rozpocząć pracę nad sobą. Bo Sztuka życia dla mężczyzn potrafi zainspirować – nawet jeśli nie był to cel autorów.

Zajrzałem niegdyś na artofmanliness.com i moją uwagę szczególnie przyciągnął  post Want to Feel Like a Man? Then Act Like One. W ogromnym skrócie – Brett McKay, doradza w trzech punktach, jak zacząć czuć się mężczyzną:

  1. Zadać sobie pytanie, jakim mężczyzną chcemy być.
  2. Zacząć zachowywać się jak taki właśnie mężczyzna, przełamując swoje bariery i uprzedzenia.
  3. Pamiętać, że pracujemy nad sobą 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu do końca swego życia.

Sztukę życia dla mężczyzn traktuję jako odpowiedź na punkt numer jeden. Odpowiedź dwóch konkretnych panów z konkretnymi poglądami, przez co nie wszystkim przypadnie ona do gustu, z którą część osób się nie zgodzi, a część wręcz ją wyśmieje. Jednak nie ma się czym martwić, bo autorzy na pewno się tym nie przejmą.sztuka

Warto, choć…

…od pewnego momentu lektura staje się uciążliwa – przede wszystkim przez powracające wciąż te same żarty. Nie ma też co ukrywać, że rozdział rozdziałowi jest nierówny: znajdziemy tu zarówno rzeczy ciekawe, jak i mocno średnie. Widać to szczególnie w drugiej połowie książki, która sprawiała mi trudność nawet przy drugiej, czy trzeciej lekturze. Na szczęście wolta dokonana przez autorów w ostatnim rozdziale zrobiła na mnie dość dobre wrażenie.

Sztuka życia dla mężczyzn nie jest nowością, ale jeśli ktoś jeszcze nie miał jej w ręku, to może po nią śmiało sięgnąć. I niech pamięta, że należy tę książkę traktować z przymrużeniem oka. Czy możemy bowiem traktować super poważnie książkę, której motto pochodzi z Monty Pythona? Pewnie tak, ale zabija się w ten sposób jej zgryźliwego ducha.

Szczepan Twardoch, Przemysław Bociąga

Sztuka życia dla mężczyzn