Test Stanisława Lema – opowiadanie otwierające tom Opowieści o pilocie Pirxie – to w gruncie rzeczy gotowy scenariusz na film. Amerykańską, kasową superprodukcję w 3D, którą oglądalibyśmy w IMAX’ie, a potem ze zdenerwowaniem wyczekiwali werdyktu Akademii Filmowej za najlepsze efekty specjalne. Dlaczego?

Najciekawsze epizody Testu dzieją się w małej, okrągłej kabinie, w której swój pierwszy lot odbywa Pirx. Gdy na pokładzie wybucha mała awaria, przestrzeń statku wypełnia się mnóstwem lewitujących rzeczy, które cały czas wpadają na młodego pilota. A jeśli dodamy do tego uprzykrzające życie dwie muchy, gwałtowne przyspieszenia rakiety, przeciążenia i niebezpieczną bliskość Księżyca – naprawdę niewiele potrzeba, aby zrobić z tego ciekawszą wersję Grawitacji.

Zresztą opowiadanie broni się samo i nie trzeba tu żadnego filmowego porównania. Znajdziemy w nim sporo literackiej roboty na najwyższym poziomie. Głównego bohatera, tytułowego Pirxa, kreowanego od początku na gapę i marzyciela, zdającego w akademii kosmicznej dzięki ściągom i zazdroszczącego wzorowym pilotom. Ale który w chwili największego niebezpieczeństwa daje z siebie wszystko i wychodzi z opresji obronną ręką. Świetne wykreowany świat, w który zapadamy się od razu po uszy. Kapitalnie skonstruowaną i wciągającą fabułę. Szkoda jedynie, że finał niczym nas nie zaskoczy – ale nie można mieć wszystkiego naraz, prawda?

Test to świetne opowiadanie, wprowadzające nas w świat pilota Pirxa. Warto spróbować – w końcu każdy zasługuje na kilkudziesięciostronicową dawkę relaksu.