Zawsze szerokim łukiem omijałem książki takie jak Obrona. Wolałem sięgnąć po coś „ambitniejszego”: po nowego noblistę, Pulitzera, ciekawy debiut czy powieść psychologiczną. Kryminał, thriller, sensację oraz większość fantastyki brałem do ręki niechętnie. Jeśli ktoś powie, że traciłem w ten sposób naprawdę dużo – będzie miał stuprocentową rację.

Historia dotyczy Eddiego Flynna, który zostaje wplątany w mało dla niego przyjemną intrygę. W przeciągu 24 godzin musi wybronić przed sądem bossa rosyjskiej mafii, inaczej zginie jego córka. Brzmi mało oryginalnie? Pewnie że tak. Tylko co z tego? Obrona Steve’a Cavanagha jest naprawdę sprawnie napisaną książką. Fabuła gna od początku do końca i znajdziemy tu niewiele spokojniejszych fragmentów. Językowo książka również trzyma poziom, tłumacz spisał się dobrze. Całość bardzo wciąga – po przeczytaniu pierwszych kilku stron nie mogłem się oderwać od dalszej lektury.

Oczywiście mógłbym się przyczepić do kilku rzeczy: że książka jest wypełniona stereotypowymi amerykańskimi postaciami, że o kilka razy za często bohater wraca do swojej relacji z ojcem, który uczył go złodziejskiego fachu. Ale wszystko to wpisuje się w konwencję tej książki i czepianie się, byłoby czepianiem się na siłę. Obrona to kilka godzin relaksującej i lekkiej rozrywki. I jeśli tego ktoś szuka, to może spokojnie sięgnąć po nową powieść Steve’a Cavanagha.