Zacznijmy od słów Gilberta K. Chestertona, które napisał po swojej wizycie w Polsce w latach 20.:

„Przyjął nas pewnego rodzaju poczet honorowy polskiej kawalerii, a jeden z oficerów wygłosił przemówienie po francusku, bardzo dobre i w bardzo dobrej francuszczyźnie. Rzucił w nim pierwsze z owych typowych wyrażeń. <<Nie powiem największy przyjaciel Polski. Bóg jest największym przyjacielem Polski>>. A później, już w żartobliwej rozmowie, oświadczył: <<Ostatecznie istnieją dwa tylko powołania mężczyzny: poeta albo żołnierz kawalerzysta>>. Stwierdził to z humorem i z delikatną aluzją: Pan jest poetą, ja kawalerzystą, a więc wszystko w porządku.”

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie, Mariusz Urbanek, str. 228.

Osoba, o której opowiada Chesterton to Bolesław Wieniawa-Długoszowski: szwoleżer, tłumacz, bon-vivant, dyplomata, niedoszły artysta i jednodniowy Prezydent II Rzeczpospolitej. Mało? Był do tego więźniem NKWD, zakładnikiem podczas przewrotu majowego w 1926 roku i lekarzem na froncie I Wojny Światowej. Wiernym przyjacielem Piłsudskiego, a w końcu mężem i ojcem.

Bolesław_Wieniawa-Długoszewski_1934

Historia życia Wieniawy jak w soczewce skupia w sobie historię Polski. Od dzieciństwa i nauki w zaborze austriackim, lwowskich czasów studenckich, przez artystyczną emigrację na Zachodzie, po powrót do kraju podczas I Wojny Światowej. Wieniawa był świadkiem euforii odrodzenia Polski, szalonych lat 20., ponurej trzeciej dekady XX wieku, oraz koszmaru II Wojny Światowej. Jego śmierć zbiegła się z końcem epoki, w której żył.

Wieniawa nie był tylko zwykłym oficerem, ułanem czy dyplomatą. Z książki Urbanka wyłania się przynajmniej kilka twarzy, które razem tworzyły fascynującą całość.

Bon-vivant

Ta twarz przylgnęła chyba do niego najmocniej. Wieniawa lubił się bawić. A przede wszystkim umiał to robić. Był wszędzie tam, gdzie wypadało być, a jego obecność zawsze dodawała splendoru balom i przyjęciom, oraz podnosiła rangę literackich kawiarni. Był świetnym partnerem w tańcu i towarzyszem rozmów. Świetnie odnajdywał się zarówno w gronie politycznych notabli, jak i artystów.

Wieniawa potrafił wypić, a alkohol stał się nieodłącznym składnikiem wielu legend dotyczących jego postaci. Ale robił to z klasą – wielu mówiło, że choć widziało go pijącego, to nigdy pijanego.

Artysta

W brylowaniu na salonach pomogło Wieniawie jego artystyczne zaplecze – zanim został żołnierzem, kilka lat spędził na artystycznej emigracji w Berlinie i Paryżu. W otoczeniu śmietanki ówczesnej polskiej inteligencji [wielu jego kompanów trafiło później do podręczników], w ówczesnych centrach światowej kultury, stykał się z najnowszymi zjawiskami sztuki i filozofii. Przez niemal całe życie przebywał z pisarzami i artystami. Był tłumaczem prozy i poezji – jak choćby Baudelaire’a czy Conrada!

Ułan

Największą miłością Wieniawy była kawaleria. Szable, szarże, wycieczki na tył wroga, zawody, pokazy i defilady – wszystko to było miodem na serce Długoszowskiego. Tłumaczył książki poświęcone lekkiej jeździe. Sam był ułanem i zaznał wojny w siodle w latach 1914-1918.

Wieniawa stał się chyba symbolem ułana. Nie chodzi tu zresztą tylko o ułańską fantazję na polu bitwy. To również ten trudno uchwytny styl i szyk munduru, odznaczeń i szabli, lśniących oficerek i wypolerowanego siodła, w końcu szlachetności koni, koniecznych towarzyszy kawalerzysty. Było w tym coś klasycznego i eleganckiego.

Oficer

O oficerach, ich honorze i kodeksie postępowania mądrzyć się nie chcę. Nie jestem w żadnej mierze specjalistą w tej materii. Łukasz Kielban z Czasu Gentlemanów poświęcił oficerom kilkanaście wpisów, które przybliżają ten temat – wystarczy zajrzeć tutaj.

Oczywiście Wieniawa był oficerem – i to nie byle jakim, bo generałem dywizji swojej ukochanej kawalerii. Niestety Mariusz Urbanek nie poświęca tej kwestii zbyt wiele miejsca – robi to raczej mimochodem i dopiero w drugiej połowie książki oznajmia, że Długoszowski swoją służbę w wojsku traktował bardzo poważnie. Mimo to, warto o tym pamiętać – była to w końcu jedna z ważniejszych twarzy Wieniawy.

Patriota

Historia Długoszowskiego to historia pracy na rzecz Rzeczpospolitej – już od czasów emigracji artystycznej działał w stowarzyszeniach i związkach patriotycznych, później przelewał za nią krew i gnił dla niej w więzieniu. To dla niej pełnił funkcje dyplomatyczne i objął urząd Prezydenta RP [z którego bardzo szybko musiał jednak zrezygnować]. Gdy wylądował na emigracji podczas II Wojny Światowej, starał się zrobić wszystko, byle być przydatnym. Słowem – patriota.

Druga strona medalu

Nie jest to jednak postać krystaliczna i bez skazy.

Umiał pić? Przynajmniej do czasu. Niestety, niespokojne lata 30., pogarszająca się sytuacja w Polsce i na świecie spowodowały, że Wieniawa coraz częściej bywał pijany. W pewnym momencie przydzielono mu towarzysza, który sam nie pił i czuwał, aby Długoszowski nie przesadził.

Pełnił funkcje dyplomatyczne? I owszem, ale niestety w kluczowych momentach bardziej zachwycał się sobą i popisami swej elokwencji, niż słuchał tego, co inni dyplomaci mają do powiedzenia. Był patriotą? Zapewne, choć podczas lektury odnosiłem wrażenie, że dużo więcej niż Polska, znaczył dla niego Naczelnik Józef Piłsudski, którego każde życzenie był gotów spełnić.

944967_1704466916459435_6694010257834622863_n

Wieniawa i Mariusz Urbanek

Mariusz Urbanek przedstawił Wieniawę we wszystkich jego blaskach  i cieniach. Dzięki czemu Długoszowskiego jawi się jako mężczyzna żywy, targany wieloma, często sprzecznymi namiętnościami.

I napisał przy tym kolejną świetną książkę, którą czyta się wyśmienicie. Po Genialnych i Wieniawie pozostali jeszcze Kisielewscy, Brzechwa i kilka innych książek, wszystkie poświęcone nietuzinkowym mężczyznom. Urbanek to autor, który powinien znaleźć się na każdym męskim regale.