Lewiatan Andrieja Zwiagincewa jest jednym z nieanglojęzycznych filmów nominowanych w tym roku do Oskara. Rozdanie nagrody 22 lutego, jest więc jeszcze trochę czasu, aby z twórczością rosyjskiego reżysera się zapoznać. A warto, bo to niezwykle ciekawe i przejmujące filmy ostatnich lat. Nie próbujmy obejrzeć tych filmów jeden po drugim, zbyt łatwo przez nie popaść w depresję i stracić chęć do życia.

Scena dramatu – Rosja.

Miejscem akcji filmów jest współczesna Rosja. I odnoszę wrażenie, że Zwiagincew daje całkiem niezłą panoramę swego kraju.

Rosja jest piękna. Ogromne, puste przestrzenie, gdzie nikogo nie spotykamy. Kilometry ciszy i samotności. Surowy krajobraz rosyjskiej prowincji jest oszałamiający, monumentalny, czasem melancholijny. Puste drogi, pojawiające się tu i ówdzie stada owiec, stojące pośrodku stepu cerkwie. Wszystko to powoduje, że długie i spokojne ujęcia natury robią fenomenalne wrażenie i od razu wprowadzają nas w odpowiedni, mało wesoły nastrój. Te filmy cieszą oko pięknymi ujęciami.

Rosja jest brzydka. I biedna. Ale gdy tylko trafiamy do miast, wsi i domów naszych bohaterów, czar natury pryska. Te filmy to galeria postindustrialnych dzielnic nędzy, obskurnych blokowisk. Stare fabryki, rozpadające się autobusy, przerwy w dostawie prądu – to codzienność bohaterów. To świat pamiętający głębokie lata Związku Radzieckiego. Rosja to również ruiny. Smutnego i melancholijnego nastroju natury dopełniają pojawiające się często ruiny. Raz jest to kościół, w którym młodzi chłopcy piją piwo i palą ognisko, raz to pozostawione szkielety bloków i pozostałości kołchozów. Często trafiamy do miejsc, które jeszcze nie są ruinami, ale powoli się nimi stają. A ogromny szkielet wieloryba z Lewiatana to idealne dopełnienie poczucia rozpadu otaczającego świata.

Rosja jest bogata. Wydzielony i osobny świat bogaczy, który stanowi ogromny kontrast w stosunku do otaczającej go biedy, pojawia się przede wszystkim w Elenie, trochę mniej w Lewiatanie. Bieda i bogactwo (a co za tym idzie – władza) odgrywają tu ważną rolę.

Jeden film w czterech aktach

Oglądając filmy Andrieja Zwiagincewa możemy odnieść wrażenie, że oglądamy jedną opowieść rozpisaną na cztery akty.

Może zresztą należy mówić o „przypowieści”, bo Bóg i religia, wiara są w tych filmach jednymi z najważniejszych zagadnień. W niemal każdy film wpleciony jest jakiś biblijny cytat, który odnosi się do fabuły: w Powrocie ojciec w początkowych scenach przypomina Jezusa, a Lewiatan nawiązuje do religii już samym tytułem. Zwiagincew zmusza nas do zadania sobie pytania o to, czy Bóg jeszcze w naszym świecie żyje, a jeśli tak, to co dla nas znaczy.

Dramaty tych filmów rozgrywają się najczęściej pomiędzy najbliższymi sobie osobami. Znajdziemy tu niewiele szczęśliwych rodzin: większość z nich albo już się rozpadła, albo film jest zapisem ich rozpadu [podobnie jak ze wspomnianymi wcześniej ruinami]. Brak miłości, ale również niezrozumienie i brak chęci (a może nieumiejętność) porozumienia, jest powodem tragicznych wydarzeń, małżonkowie sami doprowadzają do rozpadu małżeństw.

Last but not least, filmy te to panorama współczesnej Rosji. Wątek czysto polityczny wprowadził głośny ostatnio Lewiatan. Ale wszystkie wcześniejsze filmy ukazują jałowość życia, brak perspektyw na poprawę, a czasem, tak jak w Elenie, głupotę egzystencji niektórych Rosjan. Depresja jest tu na porządku dziennym, próby samobójcze również. Matuszka Rosija jest mało przyjemnym miejscem do życia – i jest to naprawdę eufemistyczne określenie tego, jaki świat przedstawia nam Zwiagincew.

Kim są mężczyźni Zwiagincewa?

O męskich postaciach często wiemy bardzo niewiele. Owiani są aurą tajemniczości, nie znamy ich przeszłości; są zagadką, która wzbudza naszą ciekawość, ale i obawy. Pojawiają się znikąd i postanawiają wychowywać swoich synów na mężczyzn, wprowadzając do życia niemal wojskowe metody. Czy są byłymi wojskowymi? Możemy odnieść wrażenie, że prędzej okażą się gangsterami, którzy swą pracę ukrywają nie tylko przed swoimi rodzinami, ale również przed nami. Nie możemy także wykluczyć uwikłania w byłe, lub dzisiejsze, służby specjalne.

Tyle o mężczyznach dorosłych. Równie ważnymi bohaterami – szczególnie w Powrocie – są młodzi chłopacy, którzy zaczynają dorastać. Ale, jak wspomniałem wcześniej, to dojrzewanie wśród ruin. Z jednej strony Rosja Zwiagincewa to miejsce, które nie pozostawia nadziei na lepsze życie: pełna biedy, korupcji i rozpadu. Z drugiej strony, niemal wszystkie dzieci  doświadczają w tych filmach rozpadu swych rodzin. Gdzie nie spojrzeć – tam tragedia.

Rosyjska ruletka z bębnem pełnym nabojów.

Filmy Andrieja Zwiagincewa są przygnębiające – po obejrzeniu ich wszystkich naraz człowiekowi pozostaje jedynie strzał w głowę. Czy filmy dają jakąkolwiek nadzieję? Raczej nie. Czy zmuszają nas do zadania sobie kilku pytań o naszym życiu i wartościach, które nim kierują? Tak, ale dobrego samopoczucia i wiary w człowieka nie odbudowują.

Nie mogłem również oprzeć się ciągłym porównaniom Rosji z Polską. Jasne – nie znajdziemy u nas takich północnych i surowych krajobrazów. Ale postindustrialne obrazy peryferii, ruiny popeerelowskich zakładów i fabryk, obskurne i zaniedbane blokowiska – przecież to widok z okna wielu z nas. To bardzo podobne światy, nawet jeśli w jednym z nich żyje się trochę łatwiej. Kto wie, może Rosjanin nakręci kiedyś coś w innym państwie postkomunistycznym?

Każdy z filmów Zwiagincewa był, mniejszym lub większym, wydarzeniem. I zasłużenie. To spokojne, smutne filmy, które są zarazem estetycznymi majstersztykami. Długie i statyczne ujęcia krajobrazów to czysta przyjemność – i to jedyne w tych filmach rzeczy, które sprawiają przyjemność.

Następny wpis, który  ukaże się w najbliższych dniach, dotyczyć będzie poszczególnych filmów.