Opowiadania Marka Nowakowskiego przenoszą nas do świata, który dzisiaj już nie istnieje. Zanim po nie sięgniemy, nastrójmy się odpowiednią muzyką. Na początek – Tango Apaszowskie. 

Orkiestra Uliczna z Chmielnej leci już w tle? Świetnie. Teraz zapewne chcielibyśmy wygodnie rozsiąść się w fotelu, wyciągnąć nogi na kanapie i zabrać się do czytania. Niestety – w ten sposób książkę tę zdradzimy. Dużo lepszym miejscem do lektury Tego starego złodzieja byłby rozpadający się pociąg, brudny dworzec nocą albo zadymiona knajpa z tanim piwem, ukryta gdzieś w piwnicy starej kamienicy. Ideałem byłaby melina, prowadzona przez starą złodziejkę, która oferuję wódkę i nocleg w towarzystwie pięknych kobiet.

Ale niech już będzie – zostańmy w swoim fotelu, jest to w końcu miejsce, w którym najbardziej skupimy się na opowieściach Marka Nowakowskiego.

Złodziejski folklor

Przenosimy się zatem w środek przestępczego półświatka Warszawy lat 40. i 50. Możemy poczuć się w nim jak młody apasz, którzy powoli rozpoczyna swą drogę w górę złodziejskiej drabiny. Kwadratowy, Pryszczaty, Rudy, Kaczor, Szramka, Wygibus – poznamy mnóstwo postaci, stałych bywalców policyjnych kronik, którzy swe radości i smutki topią w litrach gorzały. Dobierajmy towarzystwo z uwagą, bo lepiej kręcić się w dobrej ekipie. Nikt w końcu nie chce otaczać się szpiclami, prawda?

Musimy szybko opanować tutejszy język. Bez znajomości złodziejskiego alfabetu możemy zapomnieć o pozycji szanowanego urke. Nie wiesz czym jest sikor? To pożegnaj się z zarobkiem, nikt nie pojedzie na dolinę z frajerem. I lepiej nie rozpruj się na przesłuchaniu. Pozostanie ci wtedy jedynie stryczek, który przygotujesz sobie z prześcieradeł. Przyda się również mocna głowa. I nie tylko do kilkudniowych libacji. Od czasu do czasu przyjdzie nam spić kilku frajerów w nadziei, że w pijackim amoku dadzą się okraść. I lepiej żeby się udało.

Podejrzewam, że Tango apaszowskie dobiegło już końca. Włączmy zatem coś innego: Celina Stanisława Staszewskiego w interpretacji jego syna, Kazika. 

Wbrew temu co może nam się wydawać nie jest to świat jedynie męski. Tak naprawdę po cichu rządzą tu kobiety i potrafią być równie bezwzględne jak ich partnerzy. W tym brutalnym świecie prawdziwym szczęściem jest trafić na godną zaufania wybrankę serca, której oddamy wszystko. Jest ona w końcu jedyną osobą, dla której warto iść do więzienia i która podtrzymuje nas na duchu podczas odsiadywania wyroku.

Historie, opowieści, ludzie.

Weźmiemy udział w napadach, włamaniach i rabunkach, ale dla Nowakowskiego liczy się przede wszystkim człowiek i jego historia. Co to znaczy? Już tłumaczę.

Części z nas zdarzyło się zapewne wysłuchać opowieści jakiegoś lekko podpitego bezdomnego albo amatorsko wytatuowanego, podejrzanego typa. Możliwe, że opowiadał, jak przeżył zawał stropu w kopalni i po tym wydarzeniu zostawiła go żona. Jak stał się bezdomny, trafił w szemrane towarzystwo i wylądował w więzieniu. Jak od tamtej pory jego życie obróciło się w ruinę. Pewnie szybko od niego uciekliśmy. Możliwe jednak, że jego historię zapamiętaliśmy na dłużej.

Tę smutną opowieść znam od mężczyzny, który w miejscu, gdzie mieszkam, uchodził za pijaka i pamiętam ją do dziś. Za odstręczającym gościem kryła się historia, które mogła na swój sposób poruszyć – podobnie rzecz ma się w opowiadaniach Nowakowskiego.

Snuje on złodziejskie historie i przygląda się ludziom, ich dramatom i zmaganiu się z losem. Jasne, że jego bohaterowie są bardzo często pożałowania godnymi rzezimieszkami. Ale czasem są to mężczyźni nieszczęśliwi, których pokonuje starość, którzy szukają miłości i którzy chcieliby skończyć ze złodziejką. Niestety to jedyne, co umieją w życiu robić, dlatego wyruszają na kolejną akcję, choć wiedzą, że trafią do więzienia. Nie znajdziemy tu choćby jednej opowieści z happy endem.

Zresztą proza ta opowiada historie nie tylko złodziei i bandytów. Nowakowski przedstawia życie warszawskiej biedoty i marginesu społecznego, codziennej walki o chleb i miejsca do spania. Ten stary złodziej i Benek Kwiaciarz malują świat w ponurych i brzydkich barwach biedy i rozpaczy.

Muzyczna knajpa morderców 

Opowiadania Nowakowskiego możemy przeplatać utworami Orkiestry Ulicznej z Chmielnej. Muzyka ta będzie stanowić świetne dopełnienie klimatu tej prozy. Poszukajmy również utworów Stanisława Grzesiuka, który wykonywał warszawskie piosenki uliczne. Wystarczy kilka kawałków, aby skutecznie przenieść się w czasie i aby złodziejskie opowiadania nabrały niemal namacalnego wymiaru.

A jeśli banjo i harmonia Grzesiuka to nie nasza bajka? Wciąż jest dla nas nadzieja. Sięgnijmy po dwie płyty Kultu – Tatę Kazika i Tatę 2. Stylistyka jest już ciut inna, nowocześniejsza, ale teksty opowiadają wciąż o tym samym świecie. To mroczne i smutne płyty, które na pewno będą pasować do Tego starego złodzieja.

Marek Nowakowski w Radiowej Dwójce

I już na sam koniec – Radiowej Dwójce możemy co poniedziałek, o 19.10, posłuchać twórczości Marka Nowakowskiego czytanej przez Adama Ferencego.

Ten stary złodziej. Benek Kwiaciarz.

Marek Nowakowski

Fotografia autorstwa Kuby Bożanowskiego pochodzi ze strony flickr.com