Podejrzewam, że większość z nas, gdy była dzieckiem, lubiła układać z klocków różnego rodzaju pojazdy bądź budynki. Zresztą nie musiały to być klocki: działki i strychy pełne były tajemniczych przedmiotów, których użycie ograniczała jedynie wyobraźnia. Besiege – gra małego dewelopera Spiderling Games – pozwala nam po raz ponowny poczuć w sobie małego inżyniera.

O co chodzi?

W wielkim skrócie: Besiege to gra, która umożliwia nam budowę maszyn oblężniczych i wykorzystanie ich do zniszczenia wrogich fortyfikacji. Trebuszety, katapulty, latające machiny zrzucające bomby, tarany: możemy zbudować, co tylko chcemy. Gra nie jest umiejscowiona w żadnej konkretnej epoce – choć nad wszystkim unosi się średniowieczna aura – w związku z czym obok drewnianych kół znajdziemy armaty i miotacze ognia. Wszystko jest jednak utrzymane w jednej stylistyce i te anachroniczne połączenia nikogo nie powinny razić.

Do maszyn możemy przymocować sporą ilość sprzętu niosącego zagładę: piły, miecze, ogromne szpikulce, wspomniane już działa i miotacze ognia. Naszą konstrukcję, aby mogła znieść wrogi ostrzał, wzmocnią metalowe płyty. A jakby komuś było mało, to przestworza stoją przed nim otworem: budowa latającej machiny rodem z szkiców Leonarda Da Vinci jest w zasięgu ręki.

Fizyka!

Gra oparta jest o dość zaawansowany silnik fizyczny, w związku z czym budowa maszyn jest wyzwaniem [a przynajmniej jest dla mnie – ignoranta fizyki]. Ale w tym tkwi jej urok – sporo się namęczymy, zanim nasz średniowieczny czołg ruszy, nie rozpadając się przy pierwszym skręcie. Gra wymaga od nas używania głowy i myślenia nad kolejnymi konstrukcjami. Zachowanie środka ciężkości, odpowiednio dobrane osie skrętu, umiejętne zaprojektowanie dział, aby po wystrzeleniu nie wywróciły naszej maszyny – pamiętać musimy o naprawdę sporej ilości rzeczy.

Besiege daje sporo frajdy i jednocześnie zmusza do ciągłego używania szarych komórek. Każdy, kto lubi w pocie czoła dokładać klocek do klocka, część do części, a potem obserwować, jak jego wymarzona katapulta rozpada się po jednym strzale – bo prawa fizyki nie znają litości – musi spróbować. To również doskonale wymyślona pozycja, dzięki której rozwijać zmysł techniczny może i tata, i syna. A najlepiej obaj naraz.

Ta świetna gra pożera mi coraz więcej czasu. Moje maszyny wciąż budzą śmiech i politowanie, ale na youtubie jest już mnóstwo filmów, na których wirtualni inżynierowie konstruują, co tylko przyjdzie im na myśl.

Jeśli lubisz budować i niszczyć – Besiege to must have na twoim wirtualnym regale.