Ta książka zajmuje się tak wieloma sprawami, że nie sposób opisać ich wszystkich. Dlatego skupię się jedynie na tych, które są moim zdaniem albo najciekawsze, albo którym autorzy poświęcają stosunkowo dużo miejsca.

Kryzys według Zimbardo i Coulombe.

Jak przedstawia się mężczyzna anno domini 2015 według Zimabrdo i Coulombe? Pochodzi z rozbitej rodziny i wychowywał się najczęściej bez ojca. Zupełnie nie radzi sobie w nauce: osiąga wyniki słabsze od koleżanek, jego wykształcenie jest najgorsze od dłuższego czasu. Po ostatnim kryzysie ekonomicznym zagubił się na rynku pracy, a czasem nawet nie szuka zatrudnienia, woląc żyć na garnuszku rodziców.

Swoją siłę i męskość okazuje w wirtualnym świecie, do którego notorycznie ucieka. Jest mistrzem w grach komputerowych: to w nich zdobywa nowe umiejętności i poziomy. W w przerwach pomiędzy kolejnymi tytułami ogląda filmy pornograficzne i czerpie z nich wiedzę o intymnych relacjach z kobietami; później czuje się zagubiony, gdy jego partnerki nie jęczą w niebogłosy, a on nie jest wstanie wypróbować wszystkich pozycji kamasutry w kilkugodzinnym, seksualnym maratonie. Zresztą w ogóle nie radzi sobie w kontaktach z kobietami i nie umie sprostać ich potrzebom.image description

Remedium na kryzys

Przejdźmy teraz do tego, jak autorzy proponują radzić sobie z wybranymi problemami.

Zacznijmy od kwestii pornografii. Wydaje mi się, że autorzy mają do niej dość niejednoznaczny stosunek. Raz piszą, że zniekształca nasze wyobrażenie o intymności, niszczy relację pomiędzy partnerami, którzy zamiast zbliżyć się do siebie, umieją jedynie odegrać scenki z pornoli, pomijając uczucia i emocje. Ale w innym miejscu stwierdzają, że w gruncie rzeczy „strzelenie sobie małego pornoska” od czasu do czasu to rzecz normalna i nie powinniśmy się tego wstydzić. Z jednej strony podsyłają nam linki do stron, które zajmują się promowaniem „zdrowej erotyki”, z drugiej, do for i portali wokół których koncentrują się społeczności walczące z uzależnieniem od filmów dla dorosłych. A do tego wszystkiego dorzucają ideę edukacji seksualnej w szkołach, która miałaby kształcić młodych mężczyzn. Czuję się w tym wszystkim przynajmniej lekko zagubiony. W życiu nie do końca wiadomo, gdzie przebiega granica między zdrową a niezdrową pornografią i co to znaczy „normalna” ilość pornografii. Trudno też uwierzyć, że edukacja seksualna okaże się skuteczniejsza od filmów dla dorosłych w kreowaniu wzorców dla mężczyzn.

Z grami komputerowymi jest dużo lepiej. Przekaz jest dość prosty: nikomu nie imponuje twoja nowa zbroja, która pozwala przyjąć więcej obrażeń na klatę podczas podboju obcego świata – lepiej zacznij podbijać świat zaczynający się tuż za drzwiami twojego pokoju. Czy gry są zatem złe? Nie, ale niech będą jedynie dodatkiem do życia, a nie jego substytutem. Autorzy w ogóle dość nieufnie podchodzą do nowych mediów i technologii i sami zastanawiają się, czy nam pomagają, czy czynią nas coraz głupszymi. Jedyną rzeczą, której mi brakuje, to pominięcie przez nich kwestii telewizji. Dostrzegają jej wpływ na kształtowanie wyobrażeń o kobietach, ale w stosunku do mężczyzn problem ten wydaje się pomijany.
image description

Kwestia edukacji jest silnie zakorzeniona w kontekście amerykańskim, dlatego pozwolę sobie jedynie na najogólniejsze uwagi w tej sprawie. Autorzy wskazują, że szkoła i program nauczania nijak ma się do potrzeb chłopców. Może należy powrócić do podziału na szkoły dla kobiet i mężczyzn? Zmienić system nauczania na bardziej praktyczny? Może należy pomyśleć o większej ilości nauczycieli, doradców i mentorów płci męskiej? Pomysłów autorzy dostarczają sporo i naprawdę trudno byłoby je tu wszystkie przywołać.

Gdzie ci mężczyźni? pochylają się również nad wieloma innymi sprawami: prawem, które często traktuje mężczyzn gorzej od kobiet, problemami ekonomicznymi, mnogością krzywdzących stereotypów. Poświęcają trochę miejsca zmianom społecznym, dowodząc, że nie każda emancypacja jest dobra, i że równość kobiet i mężczyzn nie oznacza, że mają identyczne potrzeby.

Mamy takich mężczyzn, jakich sobie wychowaliśmy

Chcemy lepszych mężczyzn? To musimy ich sobie wychować. Zimbardo i Coulombe mówią wprost: należy skończyć z bezstresowym wychowaniem i nieobecnymi wciąż rodzicami. Mamy zacząć wymagać i stawiać granice – słowem, zacząć kształtować nasze dzieci. Nie mamy jednak przeistoczyć się w tyranów, zawiadujących życiem własnych potomków – powinniśmy zostać ich przewodnikami po dorosłym świecie.

Autorzy kilkukrotnie dają jasno do zrozumienia, że bez kochających i dobrze funkcjonujących rodzin niewiele zdziałamy. To one gwarantują pewność siebie, odwagę i zdrowie psychiczne młodych chłopców. A rola ojca jest w nich kluczowa – powinniśmy zostać mentorami naszych synów, wzorami do naśladowania. To od nas będą uczyli się większości postaw, sposobu działania i myślenia. Dlatego warto wziąć się za siebie już dzisiaj.

Gdzie ci mężczyźni? w bardzo interesujący i ciekawy sposób pokazują, że na rozbitych rodzinach tracą nie tylko jej członkowie, ale całe społeczeństwo. Fragmenty poświęcone roli rodziny, ojca i matki w kształtowaniu przyszłych mężczyzn są moim zdaniem najlepszymi w całej książce. Czy są w jakiś sposób odkrywcze? Oczywiście, że nie, ale ich siła tkwi w jasności i konkretności.

Kryzys czy kryzysy?

Na zakończenie chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Czytając tę książkę prędzej czy później możemy dojść do wniosku, że kryzys dotknął nie tylko mężczyzn, ale również kobiety. Czytając podrozdział Rosnąca pozycja kobiet odnosiłem wrażenie, że nasze towarzyszki na tym łez padole są równie zagubione jak my i dotykają je w dużej mierze te same problemy [jak choćby nieumiejętność pogodzenia kariery zawodowej z życiem rodzinnym]. A jeśli dodamy do tego fakt, że autorzy poświęcają sporo miejsca kryzysowi rodziny – która coraz częściej jest niepełna – to otrzymamy dość pesymistyczny obraz współczesnych czasów.

Wśród przytoczonych przez Zimbardo i Coulombe ankiet jak echo powraca stwierdzenie, że „kiedyś wiadomo było, co można, a co nie, i jakie były nasze obowiązki”. Tęsknota za jasno określonymi wzorcami płci i „reguł gry” dochodzi do głosu w odpowiedziach młodych mężczyzn dość często. Nie będzie niczym odkrywczym jeśli powiemy, że problemy współczesnych mężczyzn wzięły się stąd, że dawny ład i system społeczny został w mniejszym lub większym stopniu zakwestionowany. Wielu powie – zniszczony.

Autorzy starają się przez całą książkę powiedzieć: nie odrzucajmy całkowicie starego wyobrażenia o mężczyźnie. Weźmy z niego co najlepsze, dorzućmy kilka nowinek i dostrójmy do nowoczesności. Czy będzie to łatwe zadanie? Nie. Ale też chyba nikt nie łudził się, że otrzyma poradnik „jak w 10 krokach zostać prawdziwym mężczyzną”, prawda?

Czy warto?

Ilość materiału zawartego w tej książce jest duża – to jej zaleta, ale i wada. W wielu wypadkach jedynie ślizgamy się po powierzchni problemów. Pewną barierą jest również fakt, że Gdzie ci mężczyźni? są głęboko zakorzenieni w kontekście USA, dlatego część problemów i rozwiązań jest ściśle związana z tamtejszym systemem prawnym i edukacyjnym. Nikt natomiast nie broni nam zainteresowaniem się tymi kwestiami na naszym własnym, polskim podwórku i książka Zimbardo i Coulombe może być dobrym punktem wyjścia.

Jeśli zatem tematy męskości, zmian społecznych i pogranicza psychologii są nam bliskie, albo po prostu chcemy się dowiedzieć, co trapi współczesnych mężczyzn – warto zajrzeć.

Philip Zimbardo, Nikita Coulombe

Gdzie ci mężczyźni?