Przede wszystkim – jak to jest napisane

Duch Testosteronu i Lejdis unosi się nad tą książką. Język Chłopców po prostu gna. Nie ma czasu na zatrzymanie się, brniemy cały czas do przodu, chłonąc kolejne dialogi między bohaterami. Ten język jest niezwykle ironiczny, zgryźliwy i nie oszczędzający niemal nikogo: dostaje się zarówno arcynowoczesnym kobietom serwującym arcyekologiczne kiełki, jak i konserwatywnym i religijnym mężczyznom śledzącym byłe żony. Komu przypadły do gustu wcześniejsze teksty Saramonowicza, będzie się śmiać – to pewne.

Osobną rzeczą są fragmenty, które Saramonowicz napisał posługując się formą strumienia świadomości. Choć trudniejsze w odbiorze, są momentami, w których z bohaterów spadają maski i wychodzi z nich cały ból i rozczarowanie sobą i otaczającą rzeczywistością.

Fabuła Chłopców jest, mówiąc eufemistycznie, mało skomplikowana. Książka napisana jest od sceny do sceny, od jednego one-linera do drugiego. Saramonowicz przede wszystkim umie pisać świetne dialogi oraz zjadliwe porównania – sama historia bardzo często pozostaje w ich cieniu.

Ok – skoro wiemy jak to jest napisane, pora w końcu przejść do tego, o czym ta książka opowiada.

Królowie życia

W wielkim skrócie – to książka o chłopcach, którzy chcieliby być mężczyznami i o mężczyznach, którzy są chłopcami. Mężczyzną jest Jakub Solański, 40-letni neurochirurg, wiodący żywot rozchwytywanego przez kobiety rozwodnika. Chłopcem jest jego syn, 11-letni Mateusz, który poszukuje wzorca męskości.

Życie Solańskiego seniora jest – poza faktem przeprowadzania skomplikowanych operacji – proste i powtarzalne. Przebiega od jednej kochanki do drugiej, zahaczając czasem o popijawy z najbliższym kolegą. W tej błogiej rutynie wina, wódki i seksu przeszkadzają mu rodzicielskie obowiązki orazo była żona, która śmiała znaleźć sobie nowego faceta, wzbudzając w nim tony zazdrości.

Królowie życia – tak mówią o sobie ze swym przyjacielem Pawłem, gdy ten rozwodzi się ze swoją żoną. Chcemy dowiedzieć się o nich czegoś więcej? Proszę bardzo, oto złote myśli obu panów:

 

„- Rozwód, stary, to najlepsza rzecz, jaką wrażliwy mężczyzna może dać ukochanej osobie! –  To tata.

– Czyli sobie? – to wujek Paweł.

– Czyli sobie! – to znowu tata.”

Posłuchajmy też, jak rozmawiają ze swoimi synami na poważne tematy:

 

„- Tato, jak to jest mieć żonę?

– Zależy czyją, synu.”

Ambitnie, prawda? Co mają do powiedzenia o kobietach?

 

„Co najbardziej lubię w kobiecie? Być.”

Obraz współczesnych „mężczyzn” wyłaniający się z Chłopców jest w swej prostocie i banalności tragiczny. Dużo seksu, sporo alkoholu i trochę kaca – oto, co znaczy być królem życia.

Ale traktując rzecz trochę poważniej. Żarty, które pojawiają się na kartach Chłopców z początku śmieszą, jednak im dalej w las, tym kolejne seksualno-pijackie perypetie wzbudzają coraz większe zażenowanie. Pustka i banalność współczesnego życia, którą ukazuje Saramonowicz, jest porażająca i dotyczy wszystkich dorosłych postaci książki. Ja, mnie, mi, moje plus kilka godzin w łóżku –  do tego ogranicza się świat Solańskiego seniora i spółki.

W poszukiwaniu kodeksu ojców

 I to właśnie patrząc na taki świat dorosłych – w którym ojciec jest znanym „pukaczem” matek jego kolegów i koleżanek, a wszystkie znane mu rodziny są po rozwodach – Mateusz Solański zastanawia się, co to znaczy być mężczyzną? Co to znaczy mieć żonę, spędzać życie z kobietą? Jak powinna wyglądać męska przyjaźń?

Widząc, że z Jakuba nic w rozmowie nie wyciśnie, Mateusz wraz z Adrianem [jego przyjacielem i jednocześnie synem Pawła] starają się odnaleźć spisany i ukryty kodeks ich ojców. To w nim pokładają nadzieję na odnalezienie wskazówek dla własnego życia, przynajmniej w kwestii przyjaźni. W końcu go odnajdują, a w środku znajdują taką oto wiekopomną wskazówkę:

„Osobistych kobiet wzajemnie nie ruchać, reszta jest dobrem wspólnym.”

Odczytaniu tej jakże głębokiej myśli towarzyszy „dojmująca cisza” obu chłopców – i to ona jest najlepszym komentarzem całej sceny. W swej zaradności chłopcy tworzą swój własny kodeks. Po kilkunastu próbach, po usunięciu mnóstwa niepotrzebnych punktów, został jeden:

„Nigdy w życiu żadna kobieta nie zniszczy naszej przyjaźni!”

Punkt ten oczywiście przy pierwszym zakochaniu jednego z chłopaków bierze w łeb.

Poszukiwanie wzorca u swoich ojców okazuje się całkowitym niewypałem. Mateusz będzie musiał się w końcu przeciwstawić swojemu rodzicielowi, gdy ten spróbuje poderwać matkę jego koleżanki, na której mu szczególnie zależy. Niestety ten dość ciekawy wątek ginie w chaotycznym finale powieści. Szkoda również, że Saramonowicz nie pochylił się bardziej na poszukiwaniach Mateusza – to postać dużo ciekawsza od „pukacza” Solańskiego.

Czego Chłopcom brakuje

 Miałkość współczesnego życia, ograniczenie relacji międzyludzkich jedynie do wymiaru seksualnego z naciskiem na jakość i długość orgazmu, nieumiejętność rozmowy między bliskimi sobie ludźmi – Chłopcy stawiają dość przygnębiającą diagnozę dzisiejszych czasów. Książka ta bierze sobie na warsztat również kryzys rodziny, bo chyba nie znajdziemy na jej kartach dorosłego, który nie jest rozwodnikiem bądź nie żyje w separacji. Przygnębiające? Tak. Ale również bardzo mało oryginalne, bo wszystko to znamy już z innych filmów czy książek.

Chłopcy kończą się w melodramatyczny i najgorszy z możliwych sposobów: wypadek i operacja Adriana powoduje powrót do siebie jego rodziców. I to rozczarowuje, bo książka w ten sposób traci. Takie zakończenie powoduje, że traktuję Chłopców mało poważnie. Choć życzyłem obu chłopcom kochających rodzin, to gdyby pod koniec całość przerodziła się naprawdę w gorzką i przygnębiającą opowieść, byłoby chyba ciekawiej. A tak odniosłem wrażenie, że przeczytałem momentami całkiem śmieszną książkę, która owszem, raz po raz zmuszała do zastanowienia „na czym ten świat stoi”, ale która skupiła się przede wszystkim na zgryźliwych i ironicznych zdaniach i powiedzonkach.

Mimo wszystko nie napiszę, że to książka pisanka – piękna z zewnątrz, ale pusta w środku. Aż tak źle nie jest. Zgryźliwość i ironia oraz punktowanie słabości naszych czasów są naprawdę mocnymi stronami Chłopców. Ale w moim odczuciu Saramonowicz mógł dać z siebie zdecydowanie więcej.