Choć przez ostatnie kilkanaście miesięcy działo się na świecie sporo to możliwe, że najgorętszym i najważniejszym tematem jest kryzys imigrancki i zderzenie kultury chrześcijańskiej z muzułmańską Dlatego bierzemy się za dwie książki, które biorą ten problem na warsztat. Ziarno i krew Dariusza Rosiaka oraz Uległość Michela Houellebecqa. Obie są przygnębiające, krytyczne i nie dają zbyt dużej nadziei na poprawę sytuacji.

Uległość – Michel Houellebecq

O Uległości było głośno. Nie dość, że przedstawia wizję przejęcia władzy przez islam we Francji, to jeszcze jej premiera zbiegła się co do dnia z zamachami na redakcję Charlie Hebdo. Michel Houellebecq to zresztą pisarz znany i uznany, a jego wcześniejsze książki [Cząstki elementarne, Mapa i terytorium] również były szeroko komentowane – ze wszystkich stron. Dlatego nie ważne jaki tygodnik opinii czytamy, Uległość Houellebecq a musiała się w nim pojawić.

W wielkim skrócie – w nieodległej przyszłości we Francji wybory wygrywa Bractwo Muzułmańskie. Wraz ze zmianą polityczną idzie zmiana obyczajowa – powoli, krok po kroku, muzułmanie wprowadzają swoje reguły gry oparte na prawach szariatu. A my, towarzysząc François, przyglądamy się temu, jak francuscy politycy i naukowcy powoli i bez większej walki godzą się z nowym stanem rzeczy.

Jeśli ktoś wcześniej czytał książki Houellebecqa, ta niczym go nie zaskoczy. Mamy tu bowiem wszystko to, co już znamy: ukazanie bezideowego i dekadenckiego nowoczesnego człowieka, liczne sceny mniej i bardziej wymyślnego seksu, klimat upadku i końca świata Zachodu. Nawet bohaterowie przypominają tych z poprzednich tytułów.

Czy Uległość jest antyislamska? Raczej nie. Jeśli ktoś lub coś jest tu krytykowane to raczej „zepsuty Zachód”, który w ogóle nie broni swoich wypracowanych przez wieki wartości. Niemal wszystkich bardzo łatwo tu kupić – przede wszystkim pieniędzmi i seksem. Perspektywa posiadania kilku żon i dobrych zarobków zmiękcza największych nawet dekadentów i ateistów, którzy jeden po drugim przechodzą na islam.

Oczywiście książka jest dużo bardziej zniuansowana. Ważną rolę odgrywa wątek próby powrotu do katolicyzmu François, odwołujący się do historii Jorisa-Karla Huysmansa, którym na uniwersytecie zajmuje się główny bohater. Interesujący jest również epizod związany z żydowską rodziną, która niemal od razu po zmianie władzy opuszcza Francję, przeczuwając zbliżające się prześladowania i chcąc zachować swoją tożsamość.

Dlaczego warto ją czytać w duecie z książką Dariusza Rosiaka? Bo jest wyraziście skonstruowaną wizją powolnego, ale skutecznego tryumfu islamu w Europie. I jest zarazem fantastycznym zobrazowaniem pojawiającego się często w Ziarnie i krwi pojęcia zblazowanego, wypranego z jakichkolwiek większych ambicji Zachodu, który dba jedynie o swoją wygodę i spokój.

Ziarno i krew – Dariusz Rosiak

Ziarno i krew przenosi nas w samo centrum wybuchającego co chwila bliskowschodniego konfliktu, pogmatwanego i nierozwiązywalnego niczym węzeł gordyjski. Opowieść snuje się od Szwecji po Egipt i choć obraca się przede wszystkim wokół trwającego wciąż konfliktu syryjskiego, to historycznie sięga do pierwszych wieków naszej ery.

Przede wszystkim jest subiektywną historią chrześcijaństwa – jego narodzin, rozkwitu i stopniowego zanikania. Jedną z największych zalet tej książki jest ukazanie mnogości jego odłamów. Z naszej europejskiej perspektywy, świat przedstawiony przez Rosiaka jawi się niczym labirynt pełen różnych doktryn, sekt i herezji, w których trudno się połapać. Uświadamia nam również rzecz w gruncie rzeczy oczywistą – że chrześcijaństwo przez wiele wieków było niezwykle dynamicznym zjawiskiem, w którym toczyły bardzo zażarte i często krwawe spory.

Zresztą momentami odnosiłem wrażenie, że krwi więcej tu niż ziarna, a sama książka przeradza się momentami w wojenną kronikę sporów, konfliktów, hekatomb i ludobójstw, o których nie tylko wciąż się pamięta, ale które co chwila zdarzają się ponownie. Dzięki temu Rosiak w niezwykle dramatyczny sposób ukazuje, jak chrześcijaństwo powoli z Bliskiego Wschodu znika. Wędrując od wsi do wsi i od miasta do miasta, reporter wciąż słyszy niemal te same opowieści: o prześladowanych bądź wymordowanych przodkach, o ukrywaniu swojej tożsamości, o dramatycznym wyborze: zostać czy emigrować. A „zostać” oznacza tu przede wszystkich życie w cieniu zagrażającej wciąż śmierci z rąk fanatycznego islamu.

Rosiak sporo miejsca poświęca kwestii spotkania, konfliktu muzułmanów i chrześcijan – i nie ma do przekazania żadnych dobrych wieści. Pokazuje całkowite niedopasowanie obu kultur, które rządzą się zupełnie innymi wartościami. Chrześcijanie przedstawiają się jako demokratyczni, otwarci, szanujący prawa kobiet etc., podczas gdy islam to synonim religijnej i obyczajowej nietolerancji i wojowniczości. Oczywiście Rosiak stara się ten obraz skomplikować, przywołując fakty, które obie strony ukazują jako równie nietolerancyjne, wojownicze i skłonne do okrucieństw. Czy mu się to udaje? – każdy oceni to sam. Nie ulega jednak wątpliwości – i tutaj reporter mówi zgodnym głosem z rozmówcami – że chrześcijaństwo na terenach Bliskiego Wschodu powoli zanika, zostawiając po sobie jedynie ruiny, na których zakrzepła krew.

Rosiak o swojej książce w radiowej Trójce

Wiara

Jedną jeszcze rzeczą, o której muszę wspomnieć, i która odgrywa w Ziarnie i krwii ważną rolę, jest wiara. Głęboka, prosta, jak w pewnym momencie mówi sam autor – „moherowa”. Dzięki niej jej ludzie sądzą, że wszystkie spadające na bliskowschodnie chrześcijaństwo nieszczęścia są częścią bożego planu. Która cuda i ingerencje świętych traktuje jak oczywistości. To w końcu świat, w którym cały czas obecny jest Bóg.

A my, tak jak Rosiak, przyglądamy się temu wszystkiemu z lekka dozą europejskiego niedowierzania, ale i fascynacji. Nie sposób bowiem nie odnieść momentami wrażenia, że tak głęboka wiara to skarb. I nie sposób również nie odnieść wrażenia, że obie książki mówią nam, że drogę do tego skarbu dawno już zgubiliśmy.